Uroki rodzicielstwa dawniej

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy kryzys był w apogeum i brakowało właściwie wszystkiego, władze państwowe stwarzały jednak pewne pozory opieki nad matka i dzieckiem. Kobieta ciężarna, po przedstawieniu stosownych zaświadczeń lekarskich uprawniona była do zakupu większej ilości mięsa, czyli otrzymywała dodatkowe kartki na mięso. Aby jednak je zrealizować, to po pierwsze trzeba było trafić na moment, kiedy jakiekolwiek mięso było w sklepie. Po drugie, oznaczało to stanie w ogromnej kolejce, co dla kobiety w ciąży nie jest najzdrowsze. Co prawda, przysługiwały jej zakupy bez kolejki, ale próba skorzystania z tego przywileju wiązało się ze stawieniem czoła całej rozwścieczonej kolejce, co też nie każda ciężarna potrafiła. Pozostawało poprzestać na nabiale. Na kartki przyszła matka mogła zakupić wyprawkę dla dziecka – w wolnej sprzedaży oczywiście takich rzeczy nie było. Kiedy już nadszedł termin realizacji, czyli odebrania zakupionej przydziałowej wyprawki, okazywało się na przykład, że niemowlęcy sweterek jest tylko w obrzydliwym brudno różowym kolorze, śpiochy w rozmiarze dziecka rocznego, kocyka nie ma w ogóle.